Pandemia się już skończyła? Szokujące słowa byłego dyrektora Pfizera

1
34883
Dr Mike Yeadon. / foto: YouTube

Były dyrektor naukowy giganta farmaceutycznego Pfizer, dr Mike Yeadon powiedział, że gdyby nie media to moglibyśmy uznać, że “pandemia się skończyła”, a tzw. druga fala jest sztucznie wykreowana. Jego zdaniem do jej kreowania w Europie wykorzystywane są “fałszywie dodatnie” testy PCR.

Dr Mike Yeadon, były wiceprezes i dyrektor naukowy firmy Pfizer, powiedział w wywiadzie, że biorąc pod uwagę „kształt” wszystkich ważnych wskaźników światowej pandemii, takich jak hospitalizacje, wykorzystanie respiratorów czy liczbę zgonów, „pandemia zasadniczo się skończyła”.

Gdyby nie dane testowe, które cały czas dostajesz z telewizora, słusznie doszedłbyś do wniosku, że pandemia się skończyła, ponieważ nic się nie wydarzyło – powiedział dr Yeadon. – Oczywiście ludzie trafiają do szpitala, wkraczamy w jesienny sezon grypowy, ale nie ma badań naukowych, które sugerowałyby, że powinna nastąpić druga fala.

Prawda o drugiej fali

Zdaniem Yeadona co najmniej połowa testów na obecność koronawirusa jest fałszywie dodatnia. Jego zdaniem także próg tzw. odporności stadnej może być znacznie niższy niż wcześniej sądzono i mógł już zostać osiągnięty.

Dr Mike Yeadon oraz dwóch innych autorów – prof. Paul Kirkham i epidemiolog Barry Thomas – opublikowali swe badania na temat tego, na ile prawdopodobna jest druga fala już we wrześniu. Pisali w nich, iż:

Powszechnie zaobserwowano, że we wszystkich krajach w Europie i kilku stanach USA z dużą liczbą zakażeń, kształt krzywych dziennych zgonów jest podobny do naszego w Wielkiej Brytanii. Wiele z tych krzywych jest nie tylko podobnych, ale można je wręcz na siebie nałożyć. Z danych dla Wielkiej Brytanii, Szwecji, Stanów Zjednoczonych i całego świata można zauważyć, że we wszystkich przypadkach liczba zgonów wzrastała od marca do połowy lub końca kwietnia, a następnie zaczęła się zmniejszać, wypłaszczyła się i trwa do dziś.

Wysoka przeżywalność

Wskaźnik przeżywalności COVID-19 został podniesiony od maja do 99,8% infekcji. Jest to zbliżone do zwykłej grypy, której współczynnik przeżycia wynosi 99,9% – podkreślono. – Chociaż COVID-19 może mieć poważne następstwa, podobnie jak grypa lub każda choroba układu oddechowego, to obecny wskaźnik przeżywalności jest znacznie wyższy niż początkowe ponure przypuszczenia w marcu i kwietniu.

Dr Mike Yeadon wskazał, że COVID-19 jest nowością tylko w tym sensie, że jest nowym typem koronawirusa, ale koronawirusy są nam znane od dziesięcioleci. Przypomniał też, iż obecnie istnieją cztery szczepy koronawirusa, które swobodnie krążą w populacji, najczęściej objawiają się przeziębieniem. – Istnieje co najmniej czterech dobrze scharakteryzowanych członków rodziny koronawirusów (229E, NL63, OC43 i HKU1), które są endemiczne i powodują niektóre z typowych przeziębień, których doświadczamy, zwłaszcza zimą – czytamy.

Odporność stadna osiągnięta

Naukowcy argumentują, iż znaczna część populacji ma już, jeśli nie przeciwciała przeciwko COVID, to przynajmniej pewien poziom odporności, dzięki innym koronawirusom. – Głównym składnikiem naszego układu odpornościowego jest grupa białych krwinek zwanych limfocytami T, których zadaniem jest zapamiętanie krótkiego fragmentu dowolnego wirusa, którym zostaliśmy zarażeni, aby odpowiednie typy komórek mogły się szybko namnażać i chronić nas, kiedy dostaniemy inną infekcję – wskazano.

– Odpowiedzi na COVID-19 zostały pokazane w dziesiątkach próbek krwi pobranych od dawców przed pojawieniem się nowego wirusa – uważają naukowcy. Ich zdaniem „odporność stadna” mogła zostać już osiągnięta.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj