Skandal w Bielsku Podlaskim! Kobiecie dopisano zgon z powodu COVID-19, którego nie miała

1
21630
Przyjęcie do szpitala pacjenta z COVID-19. / foto: Wikimedia: Borys Kozielski

Oficjalną przyczyną śmierci kobiety, która zmarła w szpitalu w Bielskim Podlaskim, jest COVID-19. Okazuje się jednak, że kobieta wcale nie miała koronawirusa. – Jak nie ma wyniku “to traktujemy jako zakażona covid” – miał usłyszeć syn pacjentki od pracowników służby zdrowia.

Do skandalicznej sytuacji doszło w Bielsku Podlaskim, gdzie kobieta, która źle się czuła nie została przyjęta do szpitala. Kobieta została odesłana do domu i zalecono jej odpoczywać. Stan jej zdrowia się pogorszył i po kilku dniach zabrała ją karetka pogotowia. Niestety ostatecznie zmarła, a jako oficjalną przyczynę podano COVID-19.

Nikt nie chce jej przyjąć

Całą sytuację w rozmowie z “Kurierem Podlaskim” relacjonuje syn zmarłej kobiety. Obraz państwowej służby zdrowia, który przedstawia mężczyzna mrozi krew w żyłach. Oto, jak zaczyna się ta przerażająca historia:

Zaczęło się od tego, że mama źle się poczuła. Tak jakby się przeziębiła. Woziliśmy ją kilka razy osobiście samochodem na SOR do szpitala w Siemiatyczach. Pierwszy raz pojechaliśmy 10 października. Lekarz wypisał mamie receptę na ketonal i powiedział, aby kupić plastry rozgrzewające, bez recepty. Drugi raz pojechaliśmy 14 października, gdyż nie było żadnej poprawy. Wtedy mamę przyjęła inna pani doktor, przepisała jakiś antybiotyk ogólny, tabletki oraz syrop, oczywiście bez jakichkolwiek badań specjalistycznych! Żadne leki nie skutkowały, a jeśli – to na chwilę.

Trzeci raz pojechaliśmy z mamą 17 października, jej stan pogarszał się coraz bardziej. Tata wcześniej dzwonił też po karetkę, lecz usłyszał odmowę. Dostał numer telefonu do lekarza na SOR, a tam tata usłyszał, że jeżeli stan mamy jest zły to “samemu proszę przywieźć pacjentkę”. Pojechaliśmy kolejny raz na SOR w siemiatyckim szpitalu. Mama nie dała rady już sama iść, tata prowadził mamę pod ramię, lecz przed drzwiami usłyszał, że nie może wejść.

Ostatecznie jednak udało się wprowadzić kobietę na oddział, tam zrobiono jej badania, w wyniku których stwierdzono obustronne zapalenie płuc. Kobiecie przepisano leki i odesłano ją do domu, by tam odpoczywała. Jednak jej stan zdrowia zamiast się poprawiać, zaczął się pogarszać.

Pacjentka trafia do szpitala

W dalszej części rozmowy z portalem “Kurier Podlaski” mężczyzna mówi, jak wyglądały kolejne dni po powrocie do domu. – Miała sine usta, twarz miała siną, nie było z nią kontaktu. Zadzwoniłem po karetkę. Przyjechało pogotowie. Najpierw weszło dwóch ratowników w zwykłych maseczkach. Zdziwili się, że lekarz mamę w takim stanie, z zapaleniem płuc, wypisał do domu – relacjonuje.

Kobietę do szpitala w Siemiatyczach, gdzie jednak jej stan ponownie się pogorszył i przetransportowano ją do Bielska Podlaskiego. O tym fakcie jednak rodzina dowiedziała się dzięki “znajomościom”, od jednej z pielęgniarek, gdyż nikt nie chciał im udzielić informacji. – Jakaś pani nam powiedziała, że nie może nam udzielić informacji i jeszcze tak głupio spytała, że co my telewizji nie oglądamy, nie wiemy, co się na świecie dzieje… – opowiada syn zmarłej.

Do szpitala w Bielsku Podlaskim kobieta miała trafić ze względu na pozytywny wynik testu na koronawirusa, jednak w tej historii od początku coś się nie zgadza. Teraz wiemy już na pewno, że w momencie transportu wyników testu jeszcze nie było. Jak relacjonuje mężczyzna:

Że niby we wtorek (20 października) zrobili mamie wymaz i wysłali te badania do Warszawy. W środę jednak siemiatycki sanepid nadal nie miał wyników, ale mama już trafiła do Bielska. Chyba tego samego dnia, tego 20 października nawet, mamę przewieźli. 

Pogrzeb bez rodziny, pod osłoną nocy

Kobietę mimo braku pozytywnego testu uznano za zmarłą na COVID-19, co oznacza, że rodzina nie ma możliwości zobaczyć bliskiej, ani wyprawić chociażby Mszy Świętej pogrzebowej z trumną w kościele. Co więcej szpital, bez wiedzy i zgody rodziny, wydał ciało kobiety firmie pogrzebowej. Syn zmarłej tak opowiada o wydarzeniach wokół pogrzebu:

W naszym powiecie niby tylko zakład pogrzebowy pana Rybałtowskiego ma prawo chować zmarłych na covid. No i, ostatecznie, on chował mamę. Pogrzeb odbył się tego samego dnia. 23 października o 7.30 powiadomiono tatę o zgonie, o 18.00 – trumna została złożona na cmentarzu. Po nocy, w deszczu, przy reflektorach karawanu – dramat! Cały pogrzeb trwał może z 10-15 minut. Nawet nie wiem, czy mamę pochowaliśmy…

“Zmarła na COVID-19” wcale go nie miała

Wynik testu na COVID-19 przyszedł po kilku dniach i jak się okazało kobieta nie miała COVID-19, mimo że jako taką ją zakwalifikowano. Działania lekarzy wobec pacjentki i jej rodziny, nie tylko podważają wiarygodność statystyk na koronawirusa, ale przede wszystkim niesamowicie utrudniły życie rodziny zmarłej w trudnych chwilach.

Mama nie miała wirusa, a na covid ją pochowali. Chcieliśmy poczekać z pochówkiem mamy do uzyskania wyniku z wymazu, na przykład przechować ciało w prosektorium. Dzwoniliśmy do sanepidu w Siemiatyczach, lecz usłyszeliśmy informację, jak nie ma wyniku “to traktujemy jako zakażona covid” – opowiada osoba z rodziny zmarłej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj